04 lesniczowka
Od pewnego czasu znacznie rzadziej publikuję felietony na pierwszej stronie mojej witryny internetowej. Bywały takie lata, że robiłem to co 3-4 dni. Teraz zmieniam artykuł otwierający co kilka tygodni. I to pomimo Waszych zachęt i próśb ze strony zarówno najbliższych, jak i dalszych Przyjaciół. - Dlaczego mi się nie chce?

Napisałem już ok. 500 felietonów, przez 8 lat, po jakieś 60-70 tekstów rocznie. Wypowiadałem się na przeróżne tematy, począwszy od mojej twórczości, przez politykę, psychologię i ekonomię, aż do własnych przeżyć i wynurzeń osobistych. Za każdym razem starałem się, żeby było to coś ważnego, coś do czego jestem głęboko przekonany. Nie chciałem być miałki, nijaki, nieszczery. Pisałem o tym, co mnie boli, albo zachwyca. Ale ileż takich rzeczy może być w życiu jednego człowieka? - O wielu rzeczach już napisałem i dalsze częste pisanie wiązałoby się albo z jakimś powtarzaniem, powielaniem, ponawianiem tego samego, albo z pisaniem o pierdołach, o mniej ważnych elementach, ot, po prostu dla samego pisania.
Po drugie, co może mniej ważne, zorientowałem się, że w internecie mnóstwo ludzi prowadzi swoje, nieraz bardzo ciekawe blogi. A ja... nie lubię iść w tłumie. Nawet w pierwszym rzędzie. Tłum zaczyna w którymś momencie rządzić się swoimi prawami, trochę niezależnie od woli jednostek. Tłum zaczyna żyć jak odrębny organizm. Skoro to żadna sztuka, skoro co drugi to robi, to po co mam jeszcze ja? Czy ja jakiś guru, jakiejś, za przeproszeniem, sekty, jestem?

Po trzecie, im częściej piszesz, tym bardziej narażasz się, że palniesz jakieś głupstwo, albo coś niestosownego. Coś, co ludzie zapamiętają i będą mieć ci za złe. Przecież nikt nie pamięta dobra, życzliwości, serdeczności, czegoś przyjemnego. Wydaje nam się, że to się nam należy od losu, świata, ludzi, artystów, polityków, od po prostu wszystkich tych "innych". Łatwo zapominamy wszystko co dobre, ale nie daj Boże, żeby ktoś nam wyrządził krzywdę, albo napisał coś, co nas dotknie. O, tego się już tak łatwo nie zapomina.
Po co się mam sobie i Wam dobrowolnie, narażać?
Milczenie jest złotem, a gadulstwo brzydką przywarą.

Po czwarte i najważniejsze. Ja tak sobie żyłem i pisałem, z radością i zapałem, pełen miłości do świata i ludzi, nieświadomy tego, że wokół mnie pojawili się, oprócz sporego grona przyjaciół i życzliwych, również nie-przyjaciele, ludzie złośliwi i szukający dziury w całym. A wreszcie i moi osobiści wrogowie, tacy którzy chcieli w przeszłości już parę razy i zapewne będą chcieli w przyszłości po prostu mi zaszkodzić.
Co powiecie na fakt, że ktoś dowiaduje się z mojego Terminarza o planowanym koncercie w jakimś np. kościele i dzwoni do tamtejszego gospodarza parafii (proboszcza) z pretensjami, że "takiego" człowieka zaprasza? Tu padają obraźliwe epitety pod moim adresem, oparte głównie na fakcie, że jestem w separacji, albo przyjaźnię się z "niewłaściwymi osobami", np. byłym komunistą, rozwódką, albo esbekiem. Nie jest to częste, ale... przynajmniej 3 osoby zabawiały się w taką wątpliwą rozrywkę.
Nie wiem jak to skomentować. Może najlepszym komentarzem jest fakt, że niedawno przyznano mi medal im. ks. J. Popiełuszki "Zło dobrem zwyciężaj". Nikogo nie skreślam, owszem, wśród moich przyjaciół jest kilku z pokręconymi życiorysami. I co z tego?

Był też przypadek wykorzystania wprost mojego felietonu nt. żołnierzy wyklętych (z 1 marca 2016) w celu skompromitowania mnie w środowisku patriotycznym. A mnie się zdawało, że to taki spokojny i wyważony felieton.

Jak na to reaguję? - Spokojnie, choć w środku trochę boli.
Co do przypadków, zwykłej, albo i niezwyczajnej obmowy, psucia opinii, czy zwyczajnego obrabiania d... - czasem mnie to śmieszy, a czasem wkurza, ale cóż zrobić? Każdy z nas z tym się zetknął.

Nie jestem ideałem, ale żeby zabraniać mi grania w kościele i chwalenia Pana Boga, to trzeba chyba być... Chrystusem. Może Duchem Świętym. Bo gdyby ktoś czuł się święty, niepokalany, to chyba powinien się cieszyć z tego, że grzesznicy znajdują w kościele ukojenie?

Poza tym, podobno o klasie i znaczeniu człowieka świadczy także ilość i zaciętość jego osobistych wrogów. Ta miarą mierząc, chyba nie jestem, jak dotąd, zbyt ważny :-))   Wiem też, że "nie ma na świecie sprawiedliwości" :-)))

 * * *
Ale żeby nie kończyć minorowo, zacytuję fragment listu, jaki niedawno dostałem. To jeden z tych, które dodają mi sił i wiary w sens tego wszystkiego, co robię.

NNN stoje "... Może to dziwnie zabrzmi, ale "zaraziliśmy się" Pańską muzyką totalnie. Towarzyszy nam ona przy porannej kawie, po pracy, w podróży i przy wieczornych rozmowach. Mam nadzieję, że odwiedzi nas Pan znowu w Leśniczówce w Chorzowie, albo "namierzymy" gdzieś Pana w Krakowie na jakimś koncercie. Myślę, że to tylko kwestia czasu... :)

Pozdrawiamy cieplutko.
Małgosia i Jacek R..."

Paweł Orkisz, 15 marca 2017
 
Poprzedni artykuł
rok
2017, rok 2016, rok 2015, rok 2014
rok 2013, rok 2012, rok 2011, rok 2010,
rok 2009