sł. muz. Paweł Orkisz, 2002

Cały tydzień praca i praca...
mam już dość, nic mi się nie chce.
Taki mój los, mam posturę siłacza
i zmęczone, spracowane serce.

Na mój grzbiet ludzie troski zrzucają,
jakbym sam swoich nie miał na głowie.
Jestem wołem w miasteczku Betlejem
i mam życie zwyczajne, wołowe.

Ref.    Mu, mu, mu... muzyka gra, muzyka gra.
           Dziś, dziś, dziś... dziwne rzeczy się dzieją.
           Ja jestem wół, a we mnie trwa
           Okruch Niepojętego.


2. Przyszli wieczorem strasznie strudzeni,
kobieta chustą się okrywała,
a potem urodziła Syna,
i wciąż się śmiała, i nie płakała.

Po całym dniu wróciłem z pola,
a w szopie ciasno i jakoś raźniej.
W moim oddechu grzeje się On
i nawet osioł rży przyjaźnie. (ref)


3.Jest piękna noc, nadeszły chłody.
Jak mam zrozumieć co tu się dzieje?
Co to za ludzie, kim jest ten Syn?
Czemu na niebie łuna szaleje?

Wzięli mi żłób. Co mi tam żłób!
Niech sobie leży, niech sobie kwili.
Jeśli źle im tam, gdzie ich dom,
niechby zostali, nie odchodzili! (ref)