sł. muz. Paweł Orkisz, 1984

Znalazłem w kącie jakąś starą walizkę.
Dziwne nalepki, śmieszny, stary zamek,
więc ręce same nagle rozbiegane…
W oczach dzieciaków tyle ogni się pali.
Trochę nerwowo pociągnąłem, coś strzeliło.
To puścił zamek, chyba dawno już przeżarty.
Nieważny zamek, lecz co w środku, co?
- Jakieś papiery, świecidełka, drobiazgi…

Ref:      To marmolada. Marmolada!
            I znów przez lata będziemy jeść trociny.
            To marmolada. Marmolada!
            Możesz iść spać, przecież nie Twoja, kurna, wina!

Znalazłem radio marki „Pionier”, dobre czasy.
I pomyślałem: stary wojnę przy nim przeżył.
Zaglądam z tyłu – chyba sprawne wszystkie lampy.
I znów się cieszę, jakbym jeszcze raz uwierzył.
Już odkurzyłem, wyczyściłem, wszystko lśni,
już nawet do kontaktu podłączyłem.
I nagle słyszę: do urn, obywatele,
bo obowiązek, nowe jutro… Wyłączyłem.

Ref:     To marmolada. Marmolada!
            I znów przed chłodem żaden bóg nas nie obroni.
            To marmolada. Marmolada!
            Możesz iść spać, jeżeli stać Cię na kompromis.

Chodziłem długo, bardzo długo po tym strychu.
I co znalazłem? – zapytacie. – Więcej nic.
Bo nowe myśli trzeba ubrać w nowe słowa.
Bo w starych słowach tylko żal, wstyd.
Choć w domu pustki, bo nas złodziej-czas oszukał
i nowych marzeñ nam pod głowy nikt nie kładzie,
spróbujmy jednak jakoś nadać słowom sens,
lub choćby drogę z labiryntu kłamstw odnaleźć.

Ref:     Nie marmolada, nie żaden wstyd,
            bo tak niczego nie da się ocalić..
            Nim się spostrzeżesz – może tak być -
            Że ci się strop pod nogami zapali.