emilka 2012.09 emi 24.03.2012"Ubawiły" mnie media, które nagłośniły ostatnio raporty demografów na temat czekającego nas ponoć wkrótce demograficznego tsunami.
Podobno, jeśli liczba ludności Polski będzie maleć w takim tempie jak dotychczas, to ok. roku 2030 będzie nas już tylko 36 mln obywateli, a na 1 pracującego przypadać będzie 1 emeryt. Będziemy starym i zgorzkniałym społeczeństwem,
w żaden sposób nie liczącym się w świecie i niezdolnym do jakiegokolwiek rozwoju.

Ubawiły, zwłaszcza w kontekście promowanych przez nie homoseksualizmu, aborcji i postaw takich jak Marii Czubaszek, która z dumą podkreśla, że zabiła dwójkę własnych dzieci jeszcze przed ich narodzeniem.
Ciszej nad tymi trumienkami!
– chciałoby się krzyknąć, gdyby nie straszna świadomość, że trumienek nie było; był pewnie sedes i miejska kanalizacja.

Jak można jednocześnie wylewać mleko i jednocześnie płakać, że się je wylewa? - Widać można...
Jak można udawać przerażenie obserwowanymi procesami demograficznymi i jednocześnie robić wszystko, żeby je pogłębić? - To potrafią głównie liberałowie, kosmopolici, ludzie bez korzeni, bez pamięci, bez domu i bez ojczyzny.
Oczywiście, wiem skąd wziął ten ich lament! Nie, żeby ich obchodziła przyszłość naszego społeczeństwa. O, nie! Czubaszki i troska o społeczeństwo? - Nieeee!
Akurat rząd PO potrzebuje wsparcia medialnego, żeby przeforsować niepopularną ustawę emerytalną, więc argument o zmianach demograficznych, nazywanych w raportach demograficznym tsunami, wykorzystywany jest instrumentalnie. Jak prawie każdy fakt zresztą.

Co ja na to?
A czy ja mógłbym martwić się czarnymi prognozami demografów?


lilka 2012.01 trojkaMnie to bawi.
Patrzę na to ich przerażenie z satysfakcją, przez pryzmat mojej rodziny, naszego wspólnego zaangażowania i mojej własnej twórczości. I jakoś nie martwię się...
Nie wierzę prognozom.
Prognozy nie przewidują zmian skokowych, gwałtownych mutacji, punktów zwrotnych. Gdyby wierzyć prognozom, nigdy nie upadałyby imperia, nie bankrutowały firmy, nie wybuchały wojny i nie kończyły hossy.

Akurat w mojej rodzinie dzieci się rodzą i będą się rodzić, jeśli tylko Opatrzność pozwoli.
Dlaczego? – Bo dzieci są u nas szanowane, kochane, upragnione, oczekiwane, nie tylko przez rodziców, ale także przez dziadków, wujków i całą rodzinę.

My, w przeciwieństwie do pani Marii Cz., chcemy mieć dzieci, chcemy mieć wnuki, chcemy mieć bratanków i siostrzenice.

Uważamy, że człowiek tak, czy siak zmarnieje, zestarzeje się, rozsypie w proch. Czy będzie miał dzieci, czy nie. Może jednak wcześniej wydać na świat potomstwo i zadbać o jego wychowanie. Może także nie chcieć potomstwa, poużywać życia, potem zaszyć się w kąt i w samotności się zestarzeć, zmarnieć, zniknąć.

To jest tak jak z tym ewangelicznym ziarnem. Ono może obumrzeć, albo wydając plon, albo niczego nie wydając. Może po prostu zgnić.

Owszem, życie człowieka bez potomstwa może mieć pełny wymiar, nieść satysfakcje i radości. Może mieć przy tym najgłębszy sens, jeśli jest to życie pełne służby wobec drugiego człowieka.
Ale może też być życiem samotnym, nakierowanym na używanie, przyjemności, podróże, pomnażanie dóbr materialnych, albo jakąś ideę.
Minie 20-40 lat, człowiek stanie przed lustrem, z trzęsącymi się dłońmi i pomarszczoną skórą.
I powie:

- W dobrych zawodach uczestniczyłem, dobrej sprawie służyłem, coś i ktoś po mnie pozostaje...
Albo powie:
- No tak, zwiedziłem 7 kontynentów, 50 krajów, wszedłem na 170 gór i przepłynąłem 117 rzek, ale... nic już z tego nie pamiętam. Zbudowałem firmę, mam 14 domów i kamienic, ale... komu to zostawię? Nic z tego nie zabiorę ze sobą, trumna przecież nie ma kieszeni...

Ci, którzy czytają tę
lilka 2012.02 trojka2stronę regularnie, wiedzą, jak bardzo dumni jesteśmy z naszego pierwszego wnuka, Patryka. Wiecie, z jaką radością przywitaliśmy Emilkę, jak czekamy na drugą wnuczkę, Lilkę.

Czy wydaje się Wam, że w naszym życiu zdarzają się tylko fajne chwile? - Że nie było przerażenia, kiedy nieco wcześnie pojawił się na świecie Patryś? Nie było niepewności co do macierzyństwa Weroniki?
Że nasze dzieci dokonują zawsze mądrych wyborów, albo że zawsze z radością akceptujemy ich wybory? – Nie, nie.

Jesteśmy normalną rodziną, najnormalniejszą z przeciętnych, dlatego zdarzają się nam piękne chwile i chwile gorsze, radość
i zwątpienie.Np. ja, jako ojciec, nauczyłem się cierpliwie czekać, aż dzieci dorosną do zrozumienia tego, o co w ogóle mi chodziło.

Ale na dzieci i wnuki czekamy wszyscy z najgłębszą radością.
Będziemy się nimi wszyscy opiekować, zachowując odpowiednie proporcje,
i będziemy się wszyscy wspierać.
Mam nadzieję.

I jeszcze jedno: dzielimy się tą radością ze światem, żeby i Wam było miło, żebyście i Wy cieszyli się z nami. Jesteśmy przecież jedną rodziną. Naprawdę tak myślę!

A jeśli i Wy tak będziecie czekać na swoje dzieci/wnuki i cieszyć się każdym nowym życiem, które Wam Pan Bóg da, albo już dał, to... czy naprawdę warto przejmować się czarnymi prognozami?

Czubaszki będą brylować w telewizji i w mediach, bo "ich jest tamten kawałek podłogi".
My mamy swój ciepły, rodzinny świat.
My się będziemy cieszyć i... rozmnażać.
Mrugnięcie

Paweł Orkisz
Kraków, 23 marca 2012

PS. Fajny artykuł: Bartosz Marczuk – Obcy we własnym państwie

Poprzednio pisałem:

rok 2016, rok 2015, rok 2014, rok 2013,
rok 2012, rok 2011, rok 2010, rok 2009